Michaił Szyszkin
Nie dochodzą tylko listy nienapisane
(Fragment II)

Przekład: Magdalena Hornung

Oficyna Literacka Noir Sur Blanc

IV

Miałaś na plecach delikatny puszek i ornament wgnieceń od twardej chińskiej maty. Powiodłem palcem po Twoich wystających kręgach.

Wziąłem z biurka pióro i zacząłem łączyć atramentową linią Twoje pieprzyki. Łaskotało Cię. Potem wykręcałaś się przed lustrem, patrzyłaś przez ramię, co wyszło. Chciałem zmyć, ale mi nie dałaś:

- Zostaw!

- Będziesz tak chodzić?

- Tak.

Zarzuciłaś nogi na ścianę i pobiegłaś małymi kroczkami po tapecie, wygięłaś się, wbiłaś łokcie w matę, znieruchomiałaś z głową w dół. Nie wytrzymałem, musiałem Cię tam pocałować – zaraz się skuliłaś i przewróciłaś. (…)

Leżałem i czuwałem nad Twoim oddechem.

Wsłuchiwałem się w Twój rytm. I próbowałem oddychać razem z Tobą. . Wdech – wydech, wdech – wydech. Wdech – wydech.

Bardzo powoli. Tak:

Wdech.

Wydech.

Wiesz, nigdy nie było mi tak dobrze, tak błogo jak w tamtej chwili. Patrzyłem na Ciebie, taką piękną, spokojną, śpiącą, dotykałem włosów wystających z kokonu Twojej kołdry i tak bardzo chciałem Cię obronić przed tą nocą, przed jakimiś pijackimi krzykami na dworze, przed całym światem.

V

Pamiętasz? Miałaś na półce ładne kamyki, które przywiozłaś kiedyś znad morza. Wzięłaś raz taki otoczak i wstawiłaś sobie w oko, że to niby monokl. Zabrałem ten kamyk, leżał potem na parapecie. I wciąż na mnie patrzył. Doznałem olśnienia – przecież to jest czyjaś źrenica. I mnie widzi. I nie tylko mnie, ale w ogóle wszystko. Ponieważ przed tym otoczakiem, który nie zdąży nawet mrugnąć, wszystko przemknie, przeminie, i ja, i ten pokój, i to miasto. W tamtej sekundzie poczułem całą marność wszystkich książek, jakie przeczytałem, wszystkich zeszytów, które zapisałem. I zrobiło mi się nieswojo. Ogarnął mnie lęk. Uzmysłowiłem sobie nagle, że przeciwnie, tak naprawdę to ta źrenica ani mojego pokoju, ani mnie nie dość, że nie widzi, to jeszcze, mimo najlepszych chęci, w ogóle nie może zobaczyć, bo ja dla niej przemknę tak szybko, że nie zdąży tego zauważyć.. Ona jest prawdziwa, istnieje, a czy ja dla niej istnieje?

VI

Na temat niewidzialnego świata dowiedziałem się wszystkiego, kiedy babcia dostała robotę na letnisku dla niewidomych dzieci i wzięła mnie ze sobą.

Już od dziecka byłem przyzwyczajony do różnych ślepych rzeczy w jej domu. Na przykład pasjansa stawiała szczególnymi kartami z nakłuciami w górnym prawym rogu. Na urodziny podarowała mi szachy – specjalny komplet z figurami różnej wielkości, białe były większe od czarnych. Usłyszałem, jak szepnęła do mamy:

- Oni tam i tak nie grają.

Dziwnie było na tych koloniach, ale z czasem nawet mi się spodobało – poczułem nagle, że jestem w czapce niewidce.

Na przykład idzie jakiś chłopiec, niesie konewkę, dotyka lekko nogą krawężnika, ja go mijam, a on tego nie widzi. Chociaż raczej tak mi się tylko zdawało. Często w takiej sytuacji słyszałem:

- Kto tu jest?

Właściwie to bardzo trudno się schować przed niewidomym.

Fragment I

___

mat. prasowe Oficyny Literackiej Noir Sur Blanc
inf. nadesłana
www.noir.pl