Generation P Wiktora Ginzburga to najbardziej wyczekiwana premiera ostatnich lat na rosyjskim rynku sztuki audiowizualnej. Film pojawił się w kinach kilka miesięcy temu, dlatego nie pozostaje nic innego, jak spróbować ocenić owoc pracy ekipy zdjęciowej. Przed realizatorami stanęło nie lada zadanie – przenieść na srebrny ekran kultową książkę pisarza, który obecnie wrócił do łask czytelników w Rosji, zachwycających się i doceniających aktualizm jego twórczości. Poza wygórowanymi oczekiwaniami miłośników prozy Wiktora Pielewina, realizatorzy musieli zmierzyć się z wyzwaniami natury technicznej, bo Generacja P jest książką, którą można śmiało nazwać hybrydą gatunkową – w jej synkretycznej formie mieszają się bowiem konwencje thrillera, political fiction, powieści obyczajowej, zauważalne są elementy pastiszu i satyry. Należy również pamiętać o ukrytych w dialogach elementach absurdu, surrealizmu, cynizmie i sarkazmie, które tworzą niezaprzeczalnie fundament dzieła Pielewina.

Trzeba przyznać, że Wiktor Ginzburg odrobił pracę domową, dokładnie odwzorowując fabułę powieści i nie pozwalając sobie na najmniejsze odstępstwa od oryginalnego tekstu. Co więcej, w tym przypadku trudno mówić w ogóle o scenariuszu powstałym na podstawie danego dzieła, to raczej jego wierna kopia. Oczywiście, ze względu na inny rodzaj przekazu oraz ograniczenie czasowe, twórcy zmuszeni byli wyciąć pewne elementy, inne skrócić czy nawet „spłycić”, dlatego dla niektórych widzów prezentowana wersja może wydać się zbyt lakoniczna.

Mówiąc o konstrukcji świata przedstawionego w filmie, warto zauważyć, że znalazły się w nim podstawowe elementy struktury rzeczywistości zawartej w powieści. W ekranizacji ów świat to przestrzeń skrajności i absurdu, system ulegający korozji oraz nowy porządek wpływów, układów, przemocy i wielkich pieniędzy. Początkowo obserwujemy to wszystko wraz z Wawilenem Tatarskim jakby z boku, dopiero z czasem, owładnięci permanentną gorączką, przenosimy się do centrum wydarzeń. Otumanieni nowymi wrażeniami, mylimy jawę ze snem. Nie wiemy, co jest prawdą, a co okaże się fałszem w tym teatrze pozorów, iluzji oraz wiecznej gry. Nie mamy również pewności, że nie istnieje coś więcej, umiejscowione poza tym binarnym systemem. A może jest jeszcze kolejny wymiar? Ciągła intryga, wartka akcja, tajemnice, które widz musi samodzielnie rozwikłać, mnożące się pytania, na które każdy powinien sam sobie odpowiedzieć: Jaka jest idea Rosji lat 90.? Kto ma władzę? Kim (czym?) stał się człowiek w tym nowym świecie? Należy jednak w tym miejscu zaznaczyć, że bez względu na ważkość podejmowanych tematów, film jest ekscentryczną komedią. Wszystkie mniej lub bardziej znaczące problemy wyłaniają się bowiem spod pierwszej warstwy filmu, a ta – ze względu na swoją groteskową konwencję – może rozśmieszyć niejednego widza.

Na ekranie wiele się dzieje i trzeba przyznać, że realizatorzy poradzili sobie z surrealistycznymi elementami książki Pielewina. Dzięki ogromnym możliwościom współczesnych technik i programów komputerowych, oglądane narkotyczne wizje Wawilena nie rażą „prowizorką” czy „amatorszczyzną”, chociaż wiele im brakuje do hollywoodzkich efektów specjalnych. Ukłon należy się również w stronę aktorów, którzy stworzyli wyjątkowe i niezapomniane kreacje, przekonując swoją grą widza i z niezwykłą autentycznością wcielając się w swoje role. Warto także zwrócić uwagę na oprawę muzyczną obrazu Ginzburga. Muzyka jest niewątpliwie ogromną zaletą filmu – wpisuje się idealnie zarówno w jego charakter, jak i w opisywaną w nim rzeczywistość. Przy dodających dynamizu prezentowanym obrazom rytmach DTT czy Leningradu, sceny zyskują na swoim realizmie. Wzmacnia go również język bohaterów – barwny i wyrazisty. Reżyser, podobnie jak Pielewin, nie boi się wulgaryzmów i (na szczęście!) nie popada w skrajną poprawność. Stara się, w możliwie naturalny sposób, odzwierciedlić charakter lat 90. i pozostać jednocześnie wiernym tekstowi oryginału.

W moim odczuciu, Generation P Wiktora Ginzburga jest poprawna – nie razi, ale i nie zachwyca. Czego jej brakuje i co można jej zarzucić? Pojawiają się głosy, że film jest ciężki w odbiorze dla ludzi, którzy wcześniej nie zaznajomili się z lekturą książki bądź zbyt autorski i niejasny dla rzeszy odbiorców. Z drugiej strony, część widzów narzeka na komercyjny charakter filmu, nie wpisujący się w tego typu prozę. Czy te zarzuty są bezpodstawne? Czy film ma szansę, aby powtórzyć sukces swojego książkowego pierwowzoru? Obejrzycie i oceńcie sami!

Magdalena Biernat

Wiktor Ginzburg, Generation P, tytuł oryginalny: Generation П (Rosja, 2011), 120 min.