Zbrodni nadszedł czas, i okrutne wygnania,
serce kłuje, szarpie, jakby duszę rozrywa.
Wszystko co kochałem umiera?
Agonii nadszedł czas i tyle?!

Nie, poezja żyje we mnie jednak!
Słowa napierają, jak Stalin na kułaka
biednego w morderczej niewoli.
Strach, obłuda poezji każą znów umierać.

A poeta – nie sługa, wierzy, że zdoła przeżyć.
Słowa z mocą potężną, jak szabla tną.
Zależność walczy jeszcze, już zaciska pętlę,
głosem Muzy, istnieniem wygrywa jednak prawda!

Myślisz…wygrałem, złamałem Go na wieki,
zabiłem Jego wolność i dar od Boga marny.
Istnienia mego nie zniszczysz draniu!
Powiem i tak wszystko światu, drogą objawienia!

Tylko kartkę mam teraz za świadka,
tylko słowem na niej, jestem żyw dla kraju.
Odszedłem ja, odeszli i inni wielcy w niesławie.
Kartka ma pozostanie jednak, a z nią i ból mój, i to wyznanie…

J.B.

_______

zdj. własność RR