W Ukrainie zakochałem się od pierwszego wejrzenia, a raczej przekroczenia granicy. Pomimo szerokiego dostępu do mediów i informacji na temat naszego wschodniego sąsiada, wiele kwestii dotyczących tego kraju, jego ludzi, władzy i stereotypów, pozostawało dla mnie zagadką do czasu, gdy sięgnąłem po niedawno opublikowaną nakładem wydawnictwa Editio książkę Barszcz ukraiński Piotra Pogorzelskiego, która pomimo zaostrzającego apetyt tytułu nie jest książką kulinarną.

Kto lepiej przybliży nam sytuację za wschodnią granicą, jak nie osoba od lat związana z tym krajem? Autor od trzynastu lat pracuje w Polskim Radiu, zajmując się tematyką byłych krajów ZSRR, a od 2006 roku poświęca się życiu korespondenta w Kijowie, stolicy Ukrainy. W swojej książce Piotr Pogorzelski dotyka różnych tematów z życia społecznego i politycznego w państwie rządzonym przez Wiktora Janukowycza. Przeplatając historyczne i statystyczne fakty swoimi nieraz zabawnymi dygresjami, autor zabiera nas w podróż po kraju, który leży przecież „za miedzą”, a wciąż tak mało o nim wiemy.

Książka zaczyna się od przybliżenia obrazu społeczeństwa, czyli swoistego fundamentu, bez którego przecież żadne państwo nie mogłoby istnieć. W książce Pogorzelskiego to mieszkańcy i obywatele Ukrainy, nasi sąsiedzi. Dalej poznajemy realia życia na Ukrainie – autor skrupulatnie tłumaczy, jak wygląda sytuacja językowa i religijna, porusza temat oligarchów, polityki i pieniędzy, które ten ukraiński świat tworzą i napędzają. Dość dużo miejsca Pogorzelski poświęca kulturze na Ukrainie – głównie kinematografii i muzyce. Na tę drugą, co podkreśla, niejednokrotnie wpływają rosyjskie trendy, ale autor zauważa, że ukraińscy muzycy nie gęsi…, parafrazując popularny cytat z Reja. Wśród tych wątków pojawia się nieraz niewygodny temat przyjaźni z Rosją, tęsknoty za ZSRR i rozliczeń z historią, a skoro i o tym mowa, to zetkniemy się tu również z jakże trudną dla Polaków sprawą Wołynia. Pogorzelski nie boi się też zerwać z zakorzenionym i powielanym na Zachodzie stereotypem pięknej Ukrainki, poświęcając rozdział samym kobietom – zarówno miejscowym, jak i z zagranicy – i ich relacjom z mężczyznami. Niejednokrotnie w książce pojawiają się także opinie samych Ukraińców. Każdy rozdział natomiast zakończony jest rozmową z osobą mniej lub bardziej związaną z tematem poruszanym przez dziennikarza. Oczywiście wśród opowieści Pogorzelskiego nie mogło zabraknąć dość świeżego wątku – Euro 2012, które przecież razem z Ukrainą przygotowywaliśmy.

Na uwagę zasługuje lekkie pióro autora, który zręcznie, ale w dość luźny sposób, stawia obok siebie kontrastujące tematy, ukazując nam nie tylko całościowy obraz tego, jak wygląda życie codziennie mieszkańców Ukrainy, jakie mają marzenia, do czego dążą, ale również próbuje wytłumaczyć czytelnikowi, dlaczego tak trudno Ukraińcom odnaleźć się w wirze polityki, pomiędzy Unią Europejską i Rosją. Świeże spojrzenie Pogorzelskiego na aktualną sytuację Ukrainy uwiarygadnia jego relację.

Przy okazji ostatnich wydarzeń na Ukrainie, w Polsce niewątpliwie wzrosło zainteresowania naszym sąsiadem. W swojej pracy korespondent Polskiego Radia udowadnia, że – pomimo różnic językowych, kulturowych, czy religijnych – Polacy i Ukraińcy są do siebie podobni. Od pierwszych stron trudno oderwać się od lektury, tym bardziej, że poniekąd problematyka poruszana w Barszczu ukraińskim dotyczy również nas, Polaków.

Warto przeczytać Barszcz przed wyjazdem za wschodnią granicę. Dotykając mniej lub bardziej poważnych tematów, książka Piotra Pogorzelskiego jest idealnym przewodnikiem po Ukrainie, cennym źródłem informacji o jej mieszkańcach i ich mentalności. Lekturę polecam również tym, którzy, podobnie jak ja, byli już kilkakrotnie na Ukrainie, ale chcieliby ją lepiej zrozumieć i znaleźć odpowiedzi na wciąż nurtujące ich pytania dotyczące kraju niezwykłego i pięknego – kraju, który jest tak blisko, a jednocześnie tak daleko…

Wadim Filiks

Piotr Pogorzelski, Barszcz ukraiński, Wydawnictwo Editio, Warszawa 2013.