W rodzinnym albumie mojej babci Alfredy znalazłam dwie identyczne fotografie, jedną pogiętą i starą, drugą – lśniącą i wywołaną za pomocą najnowszej techniki. Moja mama postanowiła w ten sposób ocalić jedyną pamiątkę po moim pradziadku Izydorze, który w 1918 roku powrócił ze służby jako żołnierz wcielony do Armii Imperium Rosyjskiego w 1910 roku. Przywiózł wtedy ze sobą zdjęcie upamiętniające jego pobyt na Krymie.

Izydor Cholewka urodził się w 1890 roku we wsi Łośnice (obecnie województwo śląskie). Gdy skończył 20 lat, zgodnie z obowiązującym pod zaborem rosyjskim prawem, został powołany do służby w wojsku ostatniego cara Rosji Mikołaja II. Służba w wojsku carskim w owym czasie nie była marzeniem młodych chłopców i ich bliskich. Jeśli Rosja nie prowadziła wojny lub nie miała innych powodów, by zwiększyć zapotrzebowanie na żołnierzy, do wojska trafiało kilku rekrutów z tysiąca (tzw. pobór zwykły). Z opowiadań mojej babci, synowej pradziadka, wiem, że podczas służby zajmował się on nie tylko walką, lecz także grą na trąbce w orkiestrze carskiej.

Wielu osobom umundurowanie żołnierzy rosyjskich kojarzy się przede wszystkim z tzw. pagonami (w Polsce używa się też nazwy naramienniki). Pagony armii carskiej, walczącej w I Wojnie Światowej, w której szeregach znalazło się wielu Polaków, różniły się od siebie kolorami w zależności od stopnia wojskowego. Niestety, nie jestem w stanie stwierdzić na podstawie zdjęcia, jaki kolor pagonu posiadał mój pradziadek. Poza pagonami na zdjęciu widoczna jest również rubacha – najczęściej spotykana nieregulaminowa rosyjska bluza mundurowa. Po kroju spodni można sądzić, że były to prawdopodobnie letnie spodnie używane przez szeregowych i podoficerów w armii carskiej w okresie I Wojny Światowej. Na głowie mojego pradziadka widoczna jest czapka noszona przez szeregowych i podoficerów, na której znajduje się prawdopodobnie kokarda dla szeregowych armii carskiej. Na nogach ma buty z cholewami z juchtowej skóry. Na podstawie umundurowania domyślam się, że zdjęcie zostało zrobione już po wybuchu wojny, czyli po 1914 roku. Zagadką pozostanie wiszące na lewej piersi odznaczenie.

Po czterech latach spędzonych w wojsku rosyjskim, gdy mój pradziadek był już przygotowany na  powrót do kraju, 28 czerwca 1914 roku doszło do zamachu na życie arcyksięcia austriackiego Franciszka Ferdynanda i jego żonę Zofię. Następca tronu został wraz z małżonką zastrzelony w Sarajewie. 24 lipca 1914 rząd rosyjski ogłosił decyzję dotyczącą obrony Serbii w razie ataku Austro-Węgier, a 30 lipca zarządził powszechną mobilizację. W konsekwencji, 1 sierpnia II Rzesza wypowiedziała Rosji wojnę. Wybuch I Wojny Światowej zatrzymał mojego pradziadka na kolejne cztery lata w służbie Imperium Rosyjskiego.

W 1918 roku, po powrocie do kraju założył  rodzinę. Z małżeństwa z Katarzyną miał dwójkę dzieci: syna Stanisława i córkę Marię. Rozpoczął wkrótce pracę w hucie żelaza działającej w Zawierciu, gdzie pewnego dnia uległ wypadkowi, w wyniku którego stracił nogę. Widok drewnianej protezy jest jedynym, który pamięta moja mama – miała zaledwie trzy lata, gdy pradziadek Izydor zmarł (1963 rok).

Niestety, jego jedyny syn Stanisław, a mój dziadek, zmarł cztery lata temu i nie może mi już odpowiedzieć na żadne nurtujące pytanie dotyczące jego ojca. Jego siostra, ciocia Marysia, pamięta ulubione powiedzenie swojego ojca: „Lepszy w domu głąb z kapusty, niż na wojnie kogut tłusty”. Pradziadek Izydor dobrze wiedział, czym jest życie na obczyźnie, czym jest służba dla innego kraju. Udało mu się szczęśliwie wrócić do ojczyzny i być świadkiem przemian w niej zachodzących.

Kiedy po raz kolejny przeczytałam w Internecie słowa Angeli Carter – „fotografie to kęsy czasu, które można wziąć do ręki”, zrozumiałam, jak bardzo dobrze oddaje on mój stosunek do zdjęcia pradziadka. Nie znałam jego historii do momentu znalezienia  zdjęcia i podjęcia decyzji o napisaniu chociaż kilku zdań na temat jego życia.

Paula Obara

___

Zdj. (archiwum prywatne P. Obary)
Pierwsza wersja tekstu została opublikowana na stronie: www.lyzeczkadziadka.pl.