18 grudnia 2010 roku, Moskwa. W samo południe wyruszamy z akademika przy ulicy Akademika Wołgina 6 w kierunku stacji metra Bieliajewo [Беляево]. Już od rana pakowałyśmy plecaki i zastanawiałyśmy się co trzeba jeszcze zabrać, a co ewentualnie wypakować. Nie będzie nas przez 12 dni, jedziemy do Irkucka aby zobaczyć perłę Syberii – Bajkał. „To będzie podróż naszego życia!” – powtarzałyśmy z koleżanką.

Tydzień przed wyjazdem zbierałyśmy informacje na temat wyprawy. Rozmawiałyśmy ze znajomymi, którzy już zdobyli ten odległy zakątek świata. Grupa, która wyjechała przed nami, miała dużo szczęścia. Bajkał był dla nich łaskawy i temperatura spadła niewiele poniżej zera. Miałyśmy nadzieję, że aura nie zmieni się diametralnie w ciągu kolejnych dwóch tygodni. Mimo wszystko byłyśmy przygotowane na wielkie mrozy. Specjalne obuwie, kurtki, kilka dodatkowych par skarpet, rękawiczek, rajstop i ciepła czapka uszanka, to podstawa bez której raczej nie odważyłybyśmy się na taką podróż. Zabrałyśmy to, co udało nam się znaleźć w swojej garderobie, bądź pożyczyć od znajomych. Wielu odradzało nam naszą wyprawę. Dziwili się, że dwie dziewczyny jadą na Syberię zimą, żeby zobaczyć zamarznięte jezioro. Jednak my czułyśmy, że musimy pojechać tam teraz. Obawiałyśmy się, że w przyszłości nie będziemy miały więcej okazji, aby spełnić swoje marzenie.

Gdy byłyśmy już w metrze odetchnęłyśmy z ulgą. Teraz już nas nic nie powstrzyma. Obładowane jedzeniem, niewielką ilością kosmetyków i ubrań na zmianę (większość miałyśmy już na sobie), ze śpiworami w ręku dotarłyśmy na Dworzec Jarosławski. Jest to jeden z głównych dworców kolejowych Moskwy, z którego odjeżdżają pociągi w kierunku wschodnim. Z tego dworca swoją trasę zaczyna znana na całym świecie kolej Transsyberyjska, która łączy stolicę z Władywostokiem (9302 km). My zamierzałyśmy pokonać tylko cześć tego dystansu tzn. 5318 km.

Szybko znalazłyśmy peron, z którego pociąg nr 350 miał odjechać za 20 minut. Wagon pierwszy był na początku składu, dlatego musiałyśmy przejść całą długość pociągu – około 17 wagonów. Kolej rosyjska ma swój niesamowity klimat. Przed każdym wagonem stoi tak zwany prowadnik [провадник] i sprawdza bilet oraz paszport każdego pasażera przed wejściem. W takich warunkach ciężko jechać na gapę, ale w Rosji nie ma rzeczy niemożliwych:) Pewnie już nie jeden śmiałek odważył się złamać i ten przepis.

Ze względów finansowych kupiłyśmy bilety na tak zwaną plackartę [плацкартный вагон]. Do wyboru miałyśmy jeszcze miejsca w wagonie kupe [купе], ale spragnione kontaktu z kulturą rosyjską ani przez chwilę nie zastanawiałyśmy się nad słusznością naszej decyzji. Różnica między tymi dwiema klasami jest znacząca (poza ceną). Kupe można porównać do zamykanych przedziałów polskich pociągów. W jednym śpią cztery osoby. To wariant dla osób, które potrzebują dużo własnej przestrzeni i chwili samotności. Natomiast plackarta to całkiem inny świat. Nie słyszałam, żeby gdziekolwiek indziej coś takiego istniało. Przez cały wagon biegnie korytarz, po którym ciągle przemieszczają się pasażerowie (to do ubikacji, to po wrzątek). Przedziały nie mają drzwi, są „otwarte” więc nie ma możliwości aby się ukryć. Niewątpliwie, dla prawdziwych turystów to wielka atrakcja, którą obowiązkowo trzeba „zaliczyć”.

Już po rozpakowaniu się podszedł do nas prowadnik i zabrał oryginał biletu, a nam pozostawił kopię. Miałyśmy dużo szczęścia, bilety kupowałyśmy zaledwie dwa tygodnie przed wyjazdem, a dostałyśmy dwie dolne kojki. Było to zapewne spowodowane stanem naszego pociągu. Podobno na tle innych, jadących tą samą trasą, był w najgorszej kondycji. Pasażerowie wykupywali w pierwszej kolejności miejscówki na przejazdy innymi składami, gdzie pozostały pojedyncze bilety. My byłyśmy jednak tak zdeterminowane, że ta wiadomość nas nie zmartwiła. Najważniejsze, że byłyśmy coraz bliżej naszego celu.

„Jakoś to przeżyjemy, to tylko kilka dni. Poza tym mamy dolne łóżka” – nawzajem się pocieszałyśmy. Cieszyłyśmy się, że nie będziemy musiały wdrapywać się każdego wieczora na górną kojkę. Ten proceder, w sumie banalnie prosty, może przysporzyć niemałych problemów początkującym podróżnikom. Poza tym, gdy śpisz na górnym łóżku, na którym nie jesteś wstanie nawet siąść, musisz liczyć na dobroć sąsiada z dołu, który pozwoli Ci siedzieć w czasie jazdy na jego łóżku. Zazwyczaj to nie jest problem. Rosjanie są otwarci i do tego przyzwyczajeni. Należy jednak  przed rozgoszczeniem się na kojce sąsiada z dołu, zapytać grzecznościowo, czy nie ma nic przeciwko. To po prostu część etykiety „pociągowej”.

Do odjazdu zostało jeszcze kilka minut. Dalej byłyśmy same. Rozłożyłyśmy rzeczy, plecaki schowałyśmy pod kojki. Na stół wyłożyłyśmy zapasy żywności. Dzień wcześniej, cały wieczór poświeciłyśmy na gotowanie. W podróży będziemy około 95 godzin. Mimo, że po drodze będziemy się zatrzymywały na różnych stacjach, a postoje będą trwały nawet do 40 minut, postanowiłyśmy się ubezpieczyć i trochę zaoszczędzić. Plecaki opróżniły się do połowy. Teraz przyszła pora na przygotowanie kojki. Dostałyśmy poszewkę, dwa prześcieradła, koc oraz materace. Początkowo było ciężko nam się uporać z pościelą, ale na szczęście, nie było świadków naszych prób i błędów. Jeszcze przed odjazdem pociągu siedziałyśmy przy gorącej herbacie i zastanawiałyśmy się na jakich sąsiadów trafimy. Nie mogłyśmy się już doczekać Irkucka, Bajkału. Z jednej strony byłyśmy podekscytowane tą wyprawą, a z drugiej zastanawiałyśmy się, czy jesteśmy na nią przygotowane, czy wytrzymamy taką długą podróż. Tyle niewiadomych, a my wciąż stoimy.

Nasze rozmyślania przerwało wtargnięcie grupy pasażerów. Dwoje z nich było naszymi nowymi sąsiadami, z którymi przyszło nam dzielić nie tylko miejsce w wagonie. Pociąg ruszył. Byłyśmy coraz bliżej syberyjskiej ziemi…cdn.

Magdalena Biernat