Walerij Paniuszkin zyskał ogromną popularność w Polsce za sprawą wydanej w 2013 roku książki Rublowka, w której z dokładnością Sherlocka Holmesa demaskował mroczne tajemnice podmoskiewskiej dzielnicy ohydnych rosyjskich bogaczy. Tym razem pod lupę bierze poczynania pewnego charyzmatycznego człowieka, który położył kres narkomanii w Jekaterynburgu. Panie i Panowie, Rosyjski Robin Hood.

Jest to historia niejakiego Jewgienija Rojzmana, z pochodzenia Żyda, urodzonego w Swierdłowsku (obecnie Jekaterynburg) działacza politycznego i społecznego, mera miasta, deputata Dumy Państwowej IV kadencji, założyciela fundacji „Miasto bez narkotyków”, a nawet poety i przedsiębiorcy. Tak bogatego życiorysu można mu pozazdrościć. Walierij Paniuszkin w swojej krótkiej, acz trafnej w punkt książce opisuje sekrety Rojzmana, które pozwoliły mu wypłynąć na sam szczyt swierdłowskiej hierarchii na fali walki z narkomanią. Wszystko to dzieje się nagle – w skorumpowanym mieście, gdzie szemrane interesy i narkobiznes rozwijają się w najlepsze, Rojzman przekonuje do siebie nawet najwyższe władze miasta, a gdy sam staje na jego czele, to droga ku oczyszczeniu Jekaterynburga z narkotycznej zarazy jest już prosta. W tej chorej rozgrywce Robin Hood sam sięga po kontrowersyjne środki. Przy pomocy lokalnych gangsterów zastrasza handlarzy narkotykami. Jak na ironię, wspiera go też lokalna milicja, wcześniej czerpiąca zyski z nielegalnego rynku środków odurzających. W końcu obserwujemy proces powstawania nierzadko spornych ośrodków dla narkomanów, w których warunki przypominają te z czasów radzieckich łagrów. A wszystko to dzieje się pod przykrywką wspierania społeczeństwa.

Paniuszkin w swoim reportażu nie skupia się na ocenie działań Rojzmana. Wielkim atutem książki jest chłodne, zdystansowane spojrzenie autora, który nie polemizuje z decyzjami naszego bohatera – ani nie przyklaskuje, ani nie oskarża go. Czytelnik otrzymuje solidną porcję informacji związanych z karierą polityczną Rojzmana, niekiedy zabarwioną drobnymi plotkami czy pogłoskami.

Historia walki z narkotykami jest opowiedziana tak, jak gdybyśmy mieli do czynienia z filmem gatunku spaghetti western. Oto w mieście bezprawia pojawia się samozwańczy szeryf, który zamierza położyć kres przestępczości, stosując podobne metody, co jego wrogowie. Na początku ma wszystkich przeciwko sobie, stopniowo jednak zyskuje coraz to większą liczbę zwolenników. Gdy w końcu dochodzi do konfrontacji z przeciwnikiem i wygranej, okazuje się, że nowy szeryf w mieście wcale nie jest taki dobry, jak o nim mówiono. Jest romans, jest intryga, są niezaspokojone żądze (w tym przypadku jeśli chodzi o władzę). Rosyjski Robin Hood to gotowy scenariusz na dobre kino. Tylko i wyłącznie z muzyką Ennia Morriconego.

Czy warto sięgnąć po najnowszą pozycję Paniuszkina? Zdecydowanie tak. Reportaż czyta się dobrze i szybko, a styl, jakim posługuje się rosyjski autor, jest bardzo przekonywujący. Co ciekawe, nawet zakończenie książki jest iście filmowe. Wyobraźcie sobie tylko zwycięskiego Robin Hooda odjeżdżającego najnowszym mercedesem w stronę zachodzącego słońca. Tak, książkowy Rojzman to właśnie taki amerykański bohater historii z happy endem, z tą tylko różnicą, że akcja dzieje się w Rosji, kraju jakże niepasującym do westernowej sielanki.

Wadim Filiks

Walerij Paniuszkin, Rosyjski Robin Hood, przekład: Agnieszka Sowińska, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2015.