Nad grobami powieście tabliczki, wyryjcie na nagrobkach, że to było niepotrzebne!
Powiedzcie to poległym… – major, dowódca kompanii strzelców górskich.

Kiedy w sierpniu na polski rynek wydawniczy trafiła książka Cynkowi chłopcy Swietłany Aleksijewicz, literacki światek huczał od plotek, że w 2016 roku białoruska pisarka otrzyma Nagrodę Nobla. Nie było zatem dużym zaskoczeniem, gdy 8 października 2015 nagroda powędrowała do Aleksijewicz. Autorkę doceniono za „polifoniczny pomnik dla cierpienia i odwagi w naszych czasach”. Jednym z polifonicznych głosów, wołających o miejsce na kartach historii, są m.in. uczestnicy radzieckiej wojny w Afganistanie.

Treści zawarte w Cynkowych chłopcach, podobnie jak inne książki białoruskiej noblistki, wywołują emocjonalne „trzęsienie ziemi” w czytelniku. Aleksijewcz burzy nasz światopogląd na poruszane przez nią tematy, weryfikuje naszą wiedzę na temat historii. W słowach noblistki obraz wojny malowany jest krwią jej niewinnych uczestników – bohaterami nie są herosi, jakich pamiętamy z filmu 9 kompania. To wspomnienia osób związanych z wojną nie tylko w sposób oczywisty, czyli uczestników starć w górach Afganistanu, ale także matek i żon, których najbliżsi mężczyźni wrócili do kraju w cynkowej trumnie. Ci, dla których los okazał się bardziej łaskawy, w rozmowie z autorką przeklinają „obowiązek internacjonalistyczny”, który rzucił ich do piekła. Jednak, czy los jest rzeczywiście łaskawy, jeśli za powrót do ojczyzny zabiera nogi, ręce, wzrok i godność?

Wydawać by się mogło, że o wojnie w Afganistanie napisano już wszystko. Historycy wyliczyli sukcesy i porażki wojsk radzieckich, polityczni obserwatorzy chwalili i krytykowali władzę, a „prawdziwi patrioci” napisali niejedną książkę, wspominając bohaterstwo swoich zmarłych kolegów i podkreślając jedność narodów ZSRR. Cynkowi chłopcy obracają nasze wyobrażenia w proch. Trwająca dziesięć lat interwencja radziecka w Afganistanie pamiętała czterech ostatnich Sekretarzy Generalnych KPZR. Oficjalne dane na temat strat wojennych, które zostały opublikowane długo po zakończeniu walk, mówią o 15 tysiącach zabitych i 50 tysiącach rannych żołnierzach radzieckich, przy nawet ponad dwumilionowych ofiarach wśród miejscowej ludności cywilnej. Nie dziwią zatem słowa jednej z matek, która próbuje przekonać, że afgańskie kobiety cierpiały jeszcze bardziej po stracie swoich najbliższych. Jednak na wojnie nie ma dobrych i złych, nie da się usprawiedliwić żadnej ze stron konfliktu, wzajemne oskarżanie nie wróci życia ofiarom – te wnioski nasuwają się same po lekturze Cynkowych chłopców.

Aleksijewicz mówi o sobie, że nie jest reportażystką. Niekonwencjonalny sposób zbierania przez nią informacji sprawia jednak, że rozmówcy noblistki są jednocześnie naszymi rozmówcami – zwierzają się nam, otwierają się przed nami. Nie znamy ich imion, nie wiemy nic o ich życiu, a oni szczerze mówią o najsmutniejszych, najczarniejszych momentach swojego życia. Nie ma tu zbędnych pytań, tylko osobiste i głębokie przemyślenia bohaterów książki, nierzadko szokujące i wywołujące różne, czasem skrajne emocje. Autentyczności tekstom nadaje też świetne tłumaczenie Jerzego Czecha.

Polifonię książki Swietłany Aleksijewicz dostrzec można przeglądając podpisy pod monologami jej rozmówców – szeregowy, matka, pielęgniarka, major, matka, pracownica cywilna, żona, lejtnant i znów matka. Krzyk o sprawiedliwość wydziera się tu z dziesiątek gardeł. Jednocześnie nie można zarzucić autorce Czarnobylskiej modlitwy, że jest antysystemowa, że jej książka, podobnie jak inne, uderza w dobre imię Związku Radzieckiego i jego bohaterów. Aleksijewicz jedynie słucha i notuje, a wszelka krytyka należy bezpośrednio do jej interlokutorów.

Prawda. Niekoloryzowana prawda „wylewa się” z Cynkowych chłopców. Często bolesna, ale to wciąż prawda. Na tyle niewygodna, że doprowadziła do długotrwałego procesu przeciw autorce. Należy tu zaznaczyć, że pierwsze wydanie książki za wschodnią granicą ukazało się w 1989 roku, gdy los Związku Radzieckiego był jeszcze niepewny, a zakończona niedawno wojna wciąż stanowiła temat tabu. Do dziś monologi jej bohaterów dzielą społeczeństwo. Stenogramy sądowe, wycinki z gazet i opinie biegłych załączone są również do polskiego wydania książki.

Cokolwiek by nie napisać o książkach Aleksijewicz, zawsze będzie się czuło niedosyt. To lektury obowiązkowe dla każdego. Można oczywiście wątpić w zasadność Nagrody Nobla i zadać pytanie, czy nie jest to w tym wypadku wyróżnienie polityczne. Niemniej, Cynkowi chłopcy otwierają przed nami zupełnie nowy rozdział postrzegania wojny w Afganistanie, tego, co działo się z jej uczestnikami po powrocie do domu i jak bolesny powrót chłopców w cynkowych trumnach przeżywali najbliżsi.

Wadim Filiks

Swietłana Aleksijewicz, Cynkowi chłopcy, tłum. Jerzy Czech, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015.