Gdzieś we Lwowie, w starym polsko-ukraińskim mieście, jest willa, której fronton zdobi niezwykle kunsztowny witraż. Wielobarwne szkło, barwione na dziesiątki kolorów i odcieni, było świadkiem wielkich i małych historii. Strzegło mieszkającego w domu polskiego oficera, rozstrzelanego przez NKWD, stało na straży miasta w czasie Wielkiej Wojny Ojczyźnianej i kolejnych fal stalinowskich czystek, wreszcie dało schronienie czterem pokoleniom fascynujących kobiet. Za kruchą taflą witraża wybuchały i wygasały uczucia, fascynacje ustępowały miejsca bolesnym, racjonalnym decyzjom, a myśli, w przeciwieństwie do otaczającego ich świata, nie były niczym skrępowane. Za jego szkłem można było być Polakiem, Ukraińcem, Rosjaninem, albo po prostu Lwowiakiem – człowiekiem stąd, oddychającym tym powietrzem, rozkochanym w rozpadających się balkonach i zwietrzałych sztukateriach kamienic. Można było walczyć o swoją tożsamość, szukać prawdy i próbować odnajdywać siebie w czasach kolejnych totalitaryzmów i politycznych zamętów, można było żyć zwyczajnie, z dnia na dzień, grzęznąc w jednej z kilometrowych kolejek, albo oddawać życie za coś, co przewyższa wszystko inne – za wolność, za sztukę i za ojczyznę odzianą w niebiesko-żółte barwy.

Mistrzowsko poprowadzona narracja, przesiąknięta niespotykaną, czysto kobiecą subtelnością wprowadza odbiorcę do potężnego strumienia świadomości narratorki. Miasto, wypełnione zdobionymi fasadami kamienic, teatrami, operami i brukowanymi ulicami, przekształca się w olbrzymi, żyjący twór. Zbiór znakomitych, intuicyjnie przedstawionych obrazów pochłania czytelnika. Poprzez przemyślane i niezwykłe otworzenie na detal, ukazuje zmieniające się przez wieki oblicze metropolii. W świecie Żanny Słoniowskiej Lwów końca XX wieku spotyka się z Lwowem owładniętym żywiołem wojny, czasy Wiktora Juszczenki rodzą się z trwogi lat komunizmu i niepewności towarzyszącej działaniom Stepana Bandery. Odradzająca się, niepodległa Ukraina wyrasta z prababki urodzonej w Petersburgu i babki przekonanej co do swojej polskości. Gdzieniegdzie da się jeszcze odnaleźć sklepowe witryny sporządzone w tajemniczym, twardo brzmiącym języku jidysz, którym posługiwali się wcale nie tak dawno lwowscy Żydzi. Czasy systemowego ateizmu przekształcają się w okres burzliwego poszukiwania własnej religijności. Katedry znów wypełniają się dźwiękami polskich modlitw odczytywanych z pożółkłych modlitewników. W operze znów można usłyszeć dobrze znane utwory, a ulice wypełniają się melodiami ukraińskich pieśni, zwiastujących wolność i początek nowego rozdania. Tylko gdzieś w oddali czuć oddech Syberii i jej obozów, jakiś instynkt nakazuje bacznie przysłuchiwać się krokom na klatce schodowej. Przypominają się ostatnie pożegnania z bliskimi osobami, które utonęły w jej bieli, na myśl przychodzą pytania, na które nie sposób znaleźć odpowiedź.

Dom z witrażem jest nie tylko świadkiem przemian, jakich w ciągu ostatniego stulecia doświadczała Ukraina. Jest ich centrum, jest dowodem na ich istnienie, jest żyjącym wyrzutem sumienia, który powinien dręczyć nie tylko kolejne reżimy biorące za nie odpowiedzialność, ale przede wszystkim ludzi, którzy mijając go nie zatrzymują się, by kontemplować perfekcję z jaką został stworzony. Jest bolesnym doświadczeniem dla wszystkich, którzy zapomnieli w swoim życiu o pięknie, jest ropiejącym wrzodem na organizmie ludzi, którzy zdecydowali się sprzedać swoje wspomnienia i marzenia, którzy przestraszyli się, kiedy trzeba było podjąć trudne decyzje.

Intuicyjność, z jaką Żanna Słoniowska stworzyła swoją powieść, jest porażająca. Codzienne życie przeplata się z rozpaczliwym poszukiwaniem własnej tożsamości, odkrywanie sztuki i kształtowanie wrażliwości na nią, odbywa się na tle dziejowych przemian, które nie uznają kompromisów. Walka zawsze toczy się na śmierć i życie, ukraińska flaga naprawdę okrywa ciało zastrzelonej matki narratorki, nadzieja naprawdę jest silniejsza niż strach. Miłość i pożądanie nie przestają kusić człowieka, stają się częścią jego życia, są jego motywatorem, nawet jeśli wszystko otacza paraliżujący strach.

Czytając książkę Żanny Słoniowskiej nie sposób nie odnieść wrażenia, że nawiązuje ona swoją formą do najlepszych tradycji sagi rodzinnej. Przebija się na pierwszy plan rozmach, z jakim młody Thomas Mann stworzył swoich Buddenbrooków, unikalna forma, doskonały język i znakomite zrozumienie realiów, stawia Słoniowską w jednym rzędzie z Mo Yanem i jego powieścią Obfite piersi, pełne biodra.

Pozostaje tylko nadzieja, że dom z witrażem jest w stanie przetrwać kolejny pożar Lwowa. Pozostaje nadzieja, że kiedy jeden z widzów umrze w operze, spektakl będzie grany dalej, nawet jeśli główna śpiewaczka zafałszuje przez to raz czy drugi. Pozostaje nadzieja, że tym domem będzie współczesna Ukraina, która po raz kolejny znalazła się na dziejowym zakręcie.

Paweł Łaniewski

Dom z witrażem, Żanna Słoniowska, Wydawnictwo Znak Literanova, Kraków 2015.